Choć nadal nie możemy mówić o fali masowych powrotów z emigracji, istnieje spora grupa osób, które się na to decydują. Po powrocie, w zależności od tego w jakiej kondycji finansowej przyjechali, szukają pracy szybko lub po kilku tygodniach/miesiącach odpoczynku.
Część z nich znajduje
pracę łatwo, inni skarżą się, że po 2, 3, 8 miesiącach szukania,
stoją w punkcie wyjścia. Dlaczego?
Jak twierdzą pracodawcy, osoby wracające z emigracji należy podzielić na dwie
grupy. Jedna to ci, którzy znają świetnie angielski, a często także
inny język obcy, nie tylko na poziomie konwersacyjnym, ale równie
swobodnie posługują się słownictwem branżowym. Zazwyczaj są to osoby,
które wyjeżdżając za granicę znały już podstawy języka. Najczęściej
pracowały w swoim zawodzie, nabierały doświadczenia, językowej wprawy
i poznawały fachowe słownictwo. Wracając do Polski mają 3-4 lata
doświadczenia w międzynarodowym środowisku, pewność swojej wiedzy
i znajomość branży. Są bardzo poszukiwani przez pracodawców - jedynym
problemem mogą być ich żądania finansowe, gdyż wielu z nich oczekuje
pensji porównywalnej z tą, jaką mieli zagranicą. Jeśli mieszkają
w dużym mieście i szukają pracy w korporacji - bardzo możliwe, że
ją znajdą. Jeśli wolą mniejsze miasto albo mniejszą firmę, zrezygnują
z części swoich oczekiwań finansowych i również nie będą mieli żadnych
problemów ze znalezieniem pracy.
Zatrudnienie takiej osoby może przynieść pracodawcy
znacznie więcej korzyści - przede wszystkim zupełnie inne spojrzenie
na pracę, inne metody rozwiązywania problemów i konfliktów, nowe
pomysły. Jeżeli pracodawca działa na rynkach zagranicznych, to taka
osoba dodatkowo może przynieść ze sobą kontakty i zrozumienie różnic
międzykulturowych.
Równocześnie jednak niektórzy pracodawcy wskazują,
że nawet osoby, które pracowały w zawodzie, nierzadko koloryzują
zadania, które wykonywały, podobnie jak ukrywają sytuacje, w których
większość współpracowników była Polakami. Należy jednak pamiętać,
że sprawdzenie tego nie jest wielkim problemem (szczególnie w dobie
Internetu) - wykonanie jednego lub dwóch telefonów pozwala na szybkie
zweryfikowanie nawet świetnie wyglądającego CV.
Druga grupa to osoby, które wyjechały krótko po maturze,
zawodówce, czasem po studiach lub w ich trakcie, bez żadnego doświadczenia,
często bez znajomości języka lub z niewielką. Na emigracji pracowali
na zmywaku w restauracji lub układali towar w hipermarkecie. Niektórym
udało się może podszkolić trochę język podając kawę, piwo albo przy
pracy kasjera w sklepie. I tak przez 2, 3 lata, może dłużej. Po powrocie
wracają na studia i szukają pracy "w zawodzie".
Pierwszy szok najczęściej przeżywają przegrywając walkę o etat z
kolegami, którzy zostali, kończyli studia, równocześnie pracując
od 2-3 roku. Nagle okazuje się, że oni też mają 2 lata doświadczenia,
ale nie na zmywaku, a w firmie, jako praktykanci, asystenci, a czasem
nawet specjaliści w swoim zawodzie.
Drugi szok to znajomość języka - niemal w każdym ogłoszeniu o pracę,
komunikatywna lub biegła znajomość języka angielskiego to podstawa.
Wydawałoby się, że kilka lat w Anglii, czy Irlandii nie to wyjątkowa
przewaga względem osób, które zostały w Polsce i języka uczyły się
na kursach. Gorzej, gdy okazuje się, że rozmowa z potencjalnym szefem
wcale nie idzie tak gładko, gdyż za granicą rozmowa opierała się
na kilku prostych zdaniach i poleceniach, albo na pogawędkach towarzyskich,
które zawierały wiele regionalizmów. Gdy podczas rekrutacji sprawdza
się znajomość fachowego słownictwa, okazuje się, że język nabyty
w czasie pracy za granicą jest niewystarczający.
Trzeci szok powodują stawki - wiele osób patrzy na swoje przyszłe
wynagrodzenie na zasadzie "skoro w pubie zarabiałem 1000 funtów,
to tutaj, za pracę w firmie, w wyuczonym zawodzie, powinienem dostać
więcej". Na sugestie, że to zbyt wygórowane żądania, najczęściej
reagują negatywnie, dumnie lub nawet z agresją - "Nie chcecie mi
tyle zapłacić? To pójdę gdzie indziej". Dopiero z czasem zaczynają
rozumieć, że ich CV jest właściwie puste, a tym samym żądania zbyt
wysokie.
Pracodawcy wskazują również jeszcze jeden problem
w przypadku takich osób - wiele z nich wstydzi się przyznać w CV,
że pracowało na zmywaku, albo jako kelner i wpisują, że byli "menedżerami".
W rzeczywistości często nawet nie ma potrzeby weryfikowania takich
wpisów u źródła - kilka pytań dotyczących zarządzania ludźmi, czy
zarządzania lokalem gastronomicznym szybko obnaża braki.
Jak widać, trudno jednoznacznie określić, jakim pracownikiem
jest powracający emigrant. Dobrze określił to jeden z pracodawców
zapytany o opinię - "Jest takim samym pracownikiem jak Polak, który
został w Polsce - może być świetny, a w jego CV nie ma żadnej koloryzacji,
a może być kiepski, co szybko wyjdzie na jaw".